![[Rozmiar: 76402 bajtów]](http://www.nurkowanie.v.pl/pic_artykuly/20090826134429m) |
fot. : Marcin Trzciński
|
Pancernik ten przeszedł do historii jako okręt, który rozpoczął drugą wojnę światową. Jednak poza niechlubnym atakiem na Westerplatte niczym więcej podczas swojej służby się nie wsławił. Sprawiedliwość ukarała go za wygórowane ludzkie ambicje, skończył bowiem jako okręt cel rozstrzelany przez Rosjan na mieliźnie Neugrund.
Wrak znajduje się w Estonii w bardzo ciekawym geologicznie miejscu, gdzie około 470 mln lat temu uderzył meteoryt. Miejsce to nosi nazwę Neugrund, czyli Nowa Ziemia. Jest to położony ok. 8 mil morskich na wschód od wyspy Osmusaar rodzaj podwodnego płaskowyżu, powstałego właśnie na skutek uderzenia meteorytu. Szczyt płaskowyżu ma średnicę ok. 8 km, jest skalisty i bardzo równy. Okolice wraku wyglądają wręcz jak wybetonowane. Prawdopodobnie właśnie dzięki temu miejsce to zostało wybrane przez Rosjan na morski poligon. Umieszczony bowiem tu okręt nawet po wielokrotnych trafieniach nadal stał równo na stępce. A wystając ciągle ponad powierzchnię wody, był dalej dobrym artyleryjskim celem. Wrak pancernika do dziś stoi na równej stępce i skierowany jest dziobem na zachód.
Trzeba zaznaczyć, że nurkowania na tym wraku są dość trudne. Przede wszystkim ze względu na silne prądy, który tu występują. I to zarówno podwodne, jak i powierzchniowe. Jest to spowodowane prawdopodobnie tym, że miejsce to znajduje się tuż przy wejściu do Zatoki Fińskiej. Prądy, które my tu napotkaliśmy, były głównie z kierunku wschodniego lub północno-wschodniego. I były tak silne, że normalnie pływające w toni meduzy były po prostu poprzyklejane do wystających części okrętu. Co najciekawsze, przez wszystkie te dni, kiedy nurkowaliśmy na wraku, wcale się nie zmniejszały. Na szczęście pozostałości pancernika leżą płytko pod powierzchnią, tak że większa część nurkowania odbywa się na głębokości około 10 m. Pozwala to na nawet godzinne przebywanie pod wodą. Warto jednak stale pamiętać, że był to okręt wojenny, do tego skończył jako cel dla różnego rodzaju pocisków, bomb, a nawet torped. Tak więc trzeba stale uważać na to, co znajduje się wokół nas, a szczególnie na to, co aktualnie jest pod nami. Różnego rodzaju niewybuchy i niewypały znajdują się tu dosłownie wszędzie.
Widoczność, jak to w Bałtyku bywa, jest zmienna. Generalnie najlepsza podobno jest na wiosnę i jesień, my we wrześniu mieliśmy od 5 do 10 metrów przejrzystości wody.
![[Rozmiar: 82722 bajtów]](http://www.nurkowanie.v.pl/pic_artykuly/20090826134922m) |
fot. : Marcin Trzciński
|
Pierwsze nurkowanie na tym ponad 128-metrowym, dość zniszczonym i rozwleczonym wraku warto poświęcić na swoisty rekonesans, oswojenie i zapoznanie się z otoczeniem. My dopiero od drugiego nurkowania zajęliśmy się realizacją naszego głównego celu, którym było zrobienie dokumentacji fotograficznej i filmowej pancernika. Nasz plan, który opracowywaliśmy na podstawie obrazu sonarowego, ulegał modyfikacji po każdym nurkowaniu.
Wrak okrętu Schleswig-Holstein, wielokrotnie bombardowany i torpedowany, na pierwszy rzut oka przypomina złomowisko, jednak po pierwszej godzinie spędzonej na tym prawie 130-metrowym wraku zaczynamy się orientować w jego głównych elementach. Najlepiej zachowała się rufa wraz ze sterem, która odcięta od okrętu leży na prawej burcie. W okolicach rufy znajduje się jedyny dobrze zachowany fragment drewnianego pokładu. Deski pomimo tylu lat leżenia w wodzie wyglądają bardzo zdrowo. Równe, nie zbutwiałe deskowanie rozciąga się na kilkunastu metrach długości okrętu.
Dalej jest miejsce, gdzie kiedyś znajdowała się jedna z dwóch głównych wież artyleryjskich z dwoma działami kalibru 280 mm. Teraz dopatrzyć się można tam tylko dużych okrągłych elementów jej podstawy. W pobliżu jest magazyn amunicyjny, gdzie dalej możemy oglądać równo poukładane pociski kalibru 280 mm. Płynąc dalej w kierunku dziobu, znajdziemy się w miejscu, gdzie kiedyś były główne nadbudówki okrętu, które częściowo zostały wysadzone, a w części rozebrane na złom. Znajdują się tu stosy trudnych do zidentyfikowania elementów. Są też miejsca, gdzie możliwe jest wpłyniecie do wnętrza okrętu na jego najniższy poziom. Poruszanie się po tym najniższym dennym pokładzie jest jednak bardzo trudne i niebezpieczne. Wszędzie wystają bowiem ostre i poszarpane kawałki blach, rur, kabli oraz różnego rodzaju okrętowego wyposażenia. Wszystko to w każdej chwili może również runąć w dół. Wśród pogiętych blach można rozpoznać skraplacze, będące częścią silników, oraz bardzo charakterystyczny ciągnący się przez cały okręt tor kablowy, który jest olbrzymią wiązką kabli aluminiowych. Generalnie na śródokręciu znajdują się olbrzymie ilości różnego rodzaju kabli elektrycznych. Znajduje się tu również coś, co może być pozostałością komina pancernika.
Wraz ze zbliżaniem się do dziobu wraku znów trafiamy na kilka lepiej rozpoznawalnych i zachowanych elementów. Między innymi stercząca na 6 m do góry stalowa ściana, będąca kiedyś częścią wieży armaty dziobowej. Widzimy tu także olbrzymią zębatkę będącą niegdyś częścią napędu tejże armaty. Dobrze widoczne są mniejsze elementy okrętu, takie jak polery czy łańcuch kotwiczny. Dziób jest bardzo zniszczony i trudno rozpoznawalny. Tak naprawdę niewiele z niego zostało. Znajdujące się w tym miejscu rumowisko blach wystaje tylko na około 2 metry ponad dno.
![[Rozmiar: 78109 bajtów]](http://www.nurkowanie.v.pl/pic_artykuly/20090826135233m) |
fot. : Marcin Trzciński
|
Wrak na całej swojej długości ma wiele miejsc, gdzie można wpłynąć, penetrując nawet stosunkowo długie odcinki wewnątrz kadłuba. Znaczny rozkład wraku sprawia, że tego typu eskapady byłyby bardzo niebezpieczne, dlatego też wybraliśmy tylko kilka miejsc, które nadawały się do niewielkich penetracji.
Nurkowania zostały zakończone po trzech dniach, po zrealizowaniu wszystkich wyznaczonych planów. Trzeba przyznać, że mimo znacznego stopnia zniszczenia wraku Schleswig-Holstein jest on bardzo ciekawym obiektem, oczywiście jego atrakcyjność podnosi to, że nurkując na nim, dotykamy historii, o której każdy z nas uczył się w szkole.
Historia
Zwodowany został 17 grudnia 1906 roku w Kilonii w obecności samego cesarza Niemiec Wilhelma II. Okręt wcielony do Hochseeflotte Kaiserlichen Marine w dniu 6 lipca 1908. Od 21 września 1908 wchodzi w skład II Eskadry, otrzymując numer taktyczny 2. Pancernik bierze udział w I wojnie światowej, podczas bitwy jutlandzkiej zostaje trafiony pociskiem 340 mm. W latach 1925-26 okręt przechodzi szereg modernizacji. 24 sierpnia 1939 pancernik wychodzi ze Świnoujścia i płynie do Wolnego Miasta Gdańska. 25 sierpnia 1939 cumuje naprzeciwko Westerplatte w Nowym Porcie. 1 września 1939 o godzinie 04:48 dziobowa wieża pancernika otwiera ogień do polskiej placówki wojskowej znajdującej się na Westerplatte, tym samym rozpoczyna wybuch II wojny światowej. 27 września 1939 około godziny 12:02 okręt otrzymuje trafienie z polskiej baterii cyplowej helskiej. 18 grudnia 1944 podczas nalotu brytyjskich samolotów pancernik trafiają trzy bomby, w wyniku czego osiada na dnie basenu portowego. 25 stycznia 1945 okręt zostaje skreślony z listy jednostek Kriegsmarine. 21 marca 1945 wycofujące się jednostki niemieckie detonują ładunki wybuchowe umieszczone na okręcie. W 1947 roku Rosjanie uszczelniają kadłub okrętu i podnoszą pancernik z dna. Po prowizorycznym załataniu dziur okręt zostaje przeholowany przez radziecki lodołamacz Woroneż do Tallina. Pod koniec lat 40. pancernik jako okręt cel zostaje osadzony na mieliźnie Neugrund koło wyspy Osmussaar. Jeszcze w latach 70. wrak wystawał z wody.